rozmowa z Tomaszem Zaboklickim,

prezesem PESA Bydgoszcz SA

 

 

Na czym, według Pana polega budowanie marki firmy?

To jest proces, który – podkreślę od razu – nigdy się nie kończy, bo inaczej może doprowadzić do samozadowolenia i w konsekwencji do regresu. Najistotniejsze, choć nie jedyne, dla budowania marki są trzy filary: jakość, innowacyjność i elastyczność reagowania na potrzeby rynku. Dwa pierwsze są pewnie wspólne, bez względu na branżę, dla wielu firm. Traktujemy je jako klucze do konkurencyjności. Podobnie jak trzeci filar,  charakterystyczny dla PESY, wyróżniający ją od innych: wsłuchiwanie się w oczekiwania klientów, spełnianie ich indywidualnych potrzeb, to recepta pozwalająca nam skutecznie rywalizować nawet z największymi graczami światowej ekstraklasy.

 

Spalinowe zespoły trakcyjne produkowane przez PESĘ są jednymi z pierwszych pojazdów na świecie spełniającymi wymagania czterech scenariuszy zderzeniowych. Co to oznacza?

Dla pracowników firmy to jest dowód, że opłaca się inwestować w rozwój, stawiać na innowacyjność i mimo ledwie nastoletnich tradycji projektowania i produkowania taboru, szybko móc konkurować z uznanymi od dziesiątków lat potęgami. Natomiast dla naszych kontrahentów to z kolei konkretny argument w walce o zamówienia, jedna z przewag rynkowych PESY. Cztery scenariusze zderzeniowe pozwalają spełniać najwyższe normy bezpieczeństwa. Jeśli zatem w tej dziedzinie wyprzedzamy innych, to znaczy, że bezpieczeństwo jako priorytet nie jest w naszej firmie sloganem, hasłem marketingowym, ale chlebem powszednim.

 

PESA znana jest z tego, że konsekwentnie wchodzi na rynek z nowymi produktami, jest na przykład polskim pionierem w produkcji zespołów trakcyjnych klasy intercity i wagonów piętrowych…

To jest właśnie efekt elastyczności w podejściu do oczekiwań rynku, czasem nawet pozwalający je kreować, wyprzedzać. Z jednej strony stanowi to szansę zdobywania nowych zamówień, z drugiej jednak wyzwanie; niekiedy bardzo trudne, nawet realizowane w bólach i nie bez problemów, ale per saldo opłacalne, bo prorozwojowe i poszerzające naszą ofertę. Tylko w 2015 roku, oprócz wspomnianych już pociągów dalekobieżnych klasy IC i piętrusów typu push – pull, wyprodukowaliśmy również inne, zupełnie nowe pojazdy: najdłuższy w Polsce tramwaj Krakowiak, dwukierunkowe tramwaje typu Jazz dla Warszawy i Gdańska czy kolejną generację rodziny Twist dla Wrocławia. Ta różnorodność kosztuje, często wymaga walki z czasem, ale warto.

 

Dart wyróżnia się nie tylko dynamicznym designem, ale niemal wszystko ma zaprojektowane od nowa: wózek kolejowy, układ hamulcowy, elektronikę. Jak udało się to osiągnąć?

PESA oparta jest na polskim kapitale i polskiej myśli technicznej. Mamy duży dział badań i rozwoju a także dobrą współpracę z czołowymi instytutami badawczymi oraz uczelniami w kraju i za granicą. Warto docenić również rolę naszych klientów, bowiem wiele prac projektowych, a potem kolejnych etapów produkcji i w końcu wewnętrznych odbiorów, prób oraz uruchomień pojazdów - mamy przeznaczony do tego własny zakład - odbywa się z ich udziałem. W tym przypadku mówimy o PKP IC, ale również przy innych produktach jesteśmy w kontakcie z przyszłymi użytkownikami. Cieszy to, że jakość wzornictwa PesaDART dostrzegło międzynarodowe grono ekspertów, przyznając mu bardzo prestiżową  IF DESIGN AWARD.

 

Wspomniał Pan o dziale rozwoju. Konkurencja może wam pozazdrościć biura projektowego, w którym pracuje ponad 200 osób. To podobno jedno z większych biur tego typu w Europie?

W pierwszej fazie istnienia PESY jako samodzielnej, prywatnej firmy, mającej ambicje produkowania taboru, było ich kilkanaście. Po ośmiu latach, czyli licząc do dziś w połowie drogi, było już siedemdziesiąt. W tym roku  blisko trzysta. Nie powiększaliśmy tego zespołu ot, tak – żeby bić rekordy zatrudnienia projektantów. Po prostu rosła skala wyzwań płynących z rynku – zadań, z którymi wcześniej się nie mierzyliśmy, nowych rozwiązań do zastosowania, itd., itp. W planach mamy budowę Centrum Badawczo-Rozwojowego.

 

Systematyczny rozwój PESY przyczynił się między innymi do tego, że firma stała się największym producentem tramwajów na świecie…

To także był proces. Od Elbląga – pierwszego miasta, które nam zaufało, aż po największy w swoim czasie przetarg tramwajowy w Europie, którego wygranie zaowocowało dostarczeniem 186 Swingów dla Warszawy. Od pierwszych niskopodłogowych tramwajów w Polsce, przez rodziny Swingów, Jazzów, Twistów i Fokstrotów po najdłuższego w Polsce Krakowiaka. Setki pojazdów, pewnie miliony przejechanych kilometrów w największych miastach Polski oraz w Bułgarii, Rosji, Rumunii i na Węgrzech. Wygraliśmy przetarg i w 2016 roku, dostarczymy 10 Fokstrotów do Kijowa.

 

A propos Rosji, jak to możliwe, że Moskwa, stolica największego państwa świata, nie ma pieniędzy na dostarczone przez PESĘ tramwaje? Czy miały na to wpływ sankcje?

Niestety, tak. Kontrakt na dostawę 120 tramwajów dla Moskwy to przykład tego, jak polityczne, międzynarodowe sankcje mogą zaszkodzić polskiej firmie. Zdobyliśmy prestiżowe zamówienie bez rządowego wsparcia – polska firma dostarcza zaawansowane technologicznie produkty, bo takie są tramwaje z rodziny Fokstrot – do jednej z największych metropolii świata. Przez Moskwę otworzył się dla nas cały tamtejszy rynek, a rosyjskie miasta w najbliższych latach kupią przynajmniej kilkaset tramwajów w ramach przygotowań do mistrzostw świata w piłce nożnej, które odbędą się tam w 2018 roku. Mamy więc kontrakt, umowę podpisaną w euro i nagle, z powodu sankcji, gwałtownie spada kurs rubla, nasz kontrakt przestaje być dla Moskwy opłacalny… Dostarczyliśmy do stolicy Rosji 60 tramwajów, spisują się świetnie, także w zimowych warunkach, zbierają dobre opinie, ale realizacja umowy została zawieszona z powodu wpływu sankcji na kurs rubla… Ciągle mamy nadzieję, że sytuacja się zmieni i będziemy dostarczać na ten rynek kolejne pojazdy.

 

Wiadomo, że były propozycje kupna PESY przez zagranicznych inwestorów…

Rzeczywiście, były takie propozycje. Te oferty utwierdzają nas w przekonaniu o tym, że podążamy właściwą drogą: zbudowaliśmy silne przedsiębiorstwo oparte na polskim kapitale, razem z nami rośnie ponad 1800 małych i średnich krajowych firm – naszych partnerów i kooperantów. To jest atrakcyjna część rynku i branży dla zagranicznej konkurencji, ale zawsze  powtarzamy: PESA nie jest na sprzedaż. My jesteśmy przedsiębiorcami, a nie inwestorami, którzy podnoszą wartość spółki i sprzedają ją z zyskiem. Nas interesuje dalszy rozwój i umacnianie pozycji PESY na krajowym i europejskim rynku.

 

Sporo się słyszy o etyce w biznesie. Co Pan przez to rozumie?

Dla nas etyka w biznesie to przede wszystkim zwykła ludzka uczciwość, przestrzeganie reguł i nieprzekraczanie czegoś, co nazwałbym granicą przyzwoitości. Myślimy o tej uczciwości w dwu wymiarach – zewnętrznym i wewnętrznym. Zewnętrzny – to nasz stosunek do rywalizacji na rynku; nie ma i nie będzie naszej zgody na jakiekolwiek zmowy cenowe, nieformalne podziały rynku czy czarny PR wobec konkurencji. Wewnętrzny – to troska o załogę, bez naszych pracowników, ich umiejętności i zaangażowania nie byłoby sukcesu PESY; załoga ma więc pewność nie tylko miejsca pracy, ale również tego, że na koniec miesiąca priorytetem są zawsze wypłaty wynagrodzeń, opłacanie podatków i składek.

 

Jaki dla PESY był 2016 roku?

Ten rok, zwłaszcza pierwsze półrocze, był dla PESY trudnym czasem – zamówień było mniej, bo po raz kolejny opóźniło się rozpoczęcie projektów realizowanych z wykorzystaniem unijnych funduszy, a utrzymać musieliśmy zatrudnienie,  wprowadzić zmiany i przygotować firmę do realizacji kluczowych kontraktów, przede wszystkim na rynek niemiecki, bowiem w 2016 roku rozpoczyęliśmy dostawy do Niemiec. Wyzwaniem są innowacje, stąd kolejne inwestycje w dział badań i rozwoju oraz prace nad nowymi projektami – zwłaszcza kolejną generacją elektrycznych zespołów trakcyjnych. Otrzymaliśmy 24-milionowy grant z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju na opracowanie projektu energooszczędnego, komfortowego metra. O innych szczegółach na razie nie chcę mówić, ale zapewniam, że PESA jeszcze nie raz zaskoczy…

 

 

 

Tomasz Zaboklicki

Prezes PESA Bydgoszcz SA

 

Absolwent ekonomii na UMK w Toruniu oraz studiów podyplomowych z finansów i marketingu na Akademii Ekonomicznej w Poznaniu.

 

W 1983 roku zatrudniony w państwowych wówczas ZNTK Bydgoszcz. Od 1998 roku dyrektor generalny - prezes Zarządu tego przedsiębiorstwa. Po udanym procesie przekształceń własnościowych, restrukturyzacji i zmianie nazwy na PESA Bydgoszcz SA stoi na czele firmy do dziś.

 

Już w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku – jednocześnie w pierwszej dekadzie PESA jako samodzielnej spółki produkującej własne pojazdy - firma kierowana przez Tomasza Zaboklickiego zdobyła rynki za naszą wschodnią granicą, dostarczyła pociągi do Włoch i wygrała jeden z największych tramwajowych przetargów w Europie – na dostawy 186 Swingów dla Warszawy. W roku 2012 Tomasz Zaboklicki doprowadził firmę do zawarcia nie tylko największego kontraktu w jej historii, ale także w ostatnich latach w całym polskim przemyśle. Chodzi o umowę ramową z Deutsche Bahn, na mocy której w latach 2015-2020 PESA ma dostarczyć narodowemu przewoźnikowi Niemiec 470 spalinowych zespołów trakcyjnych Link łącznej wartości ok. 5 miliardów złotych.

 

Renomowana międzynarodowa firma audytorska Ernst and Young uhonorowała prezesa Zaboklickiego tytułem polskiego Przedsiębiorcy Roku w kategorii „Produkcja” , a redakcja „Wprost” przyznała mu prestiżową Nagrodę Kisiela. W roku 2013 miesięcznik „Forbes” umieścił prezesa Zaboklickiego na 1. miejscu w rankingu „Liderzy polskiego biznesu”. Rok 2013 zaowocował też kolejnymi wyrazami uznania, z których najbardziej cenne dla prezesa Zaboklickiego i samej firmy PESA jest 2. miejsce w kategorii dużych przedsiębiorstw i 4. miejsce w klasyfikacji generalnej „Rankingu 500 Najbardziej Innowacyjnych Polskich Firm” ogłoszonym przez Instytut Nauk Ekonomicznych PAN.

 

Od początku kierowania firmą prezes Zaboklicki postawił na wsłuchiwanie się w potrzeby rynku, wysokie technologie, a także na design, wiedząc, że bez tego nie ma szans na rywalizację z najlepszymi. Dziś w Dziale Badań i Rozwoju pracuje blisko 300 osób. Firma stara się błyskawicznie reagować na nowe trendy. Dowód? Na berlińskich targach „Innotrans 2010” PESA weszła na rynek z drugim na świecie pociągiem zbudowanym wg czterech scenariuszy zderzeniowych - Elfem. Dwa lata później pierwszym tak bezpiecznym pociągiem spalinowym na świecie był już produkowany w PESA dla Czech, Niemiec i Polski nowoczesny Link. W 2014 roku PESA zaczęła dostarczać pierwsze z 120 tramwajów „Fokstrot” dla Moskwy.

To pokazuje nie tylko tempo, w jakim PESA zmierza do światowej czołówki producentów taboru, ale też dwie główne idee funkcjonowania firmy kierowanej przez Tomasza Zaboklickiego: rozwój i dywersyfikacja.

 

Różnorodność zarówno produktów, jak i rynków. Tak konsekwentne i skuteczne prowadzenie przedsiębiorstwa zaowocowało kolejnymi prestiżowymi nagrodami w bieżącym 2014 roku: Nagrodą Konfederacji Pracodawców Lewiatan im. Andrzeja Wierzbickiego „za pokazanie, że biznesowa wizja, odwaga i kompetencje pozwoliły na budowę silnego przedsiębiorstwa, konkurującego na wymagającym europejskim rynku”. Tu warto dodać, że obok prezesa Zaboklickiego nagrodzeni zostali także Jerzy Owsiak, Leszek Balcerowicz i Marek Belka. Tzw. biznesowym Oscarem czyli Nagrodą im. Jana Wejcherta przyznawaną przez Polską Radę Biznesu.

 

Najcenniejsze dla prezesa PESA Bydgoszcz SA są jednak nagrody, które odbiera dla całej firmy. A te w 2014 roku są nadzwyczaj - nie tylko dla bydgoskiej firmy, ale dla całego polskiego przemysłu - prestiżowe: Przyznana w Londynie nagroda ekonomiczna Financial Times – dla PESA jako pierwszej firmy z Europy Środkowo – Wschodniej. Nagroda redakcji Pulsu Biznesu „Polska marka na świecie” - dla najlepszej ekspansji zagranicznej polskiej firmy w 25-leciu polskiej transformacji.

Wersja do druku Wersja do druku | Mapa witryny
© 2016 Całość praw autorskich - Antoni Bochen